Granice poznania

Pierwszą rzeczą, jaką eksploruje dziecko jest jego najbliższe otoczenie - mama, tata, brat, siostra, pokój, mieszkanie, dom... Im starsze tym bardziej granice jego poznania się rozszerzają. Nasze granice na początku sięgnęły naszych sąsiadów - nauczyliśmy się żyć razem, wspólnie. Udało się nam stworzyć nie mieszkania obok siebie ale wspólnotę: pomagamy sobie, choćby niedawno gdy spadł deszcz i zalało nam garaż, wspieramy się wzajemnie, gdy potrzebujemy wyjść i szukamy kogoś, kto mógłby się zaopiekować naszym dzieckiem, nie boimy się zostawić u siebie kluczy do mieszkania gdy wyjeżdżamy, zostawić pod opieką roślinę czy zwierzątko. Uśmiechamy się w Dniu Życzliwości, obdarowujemy dzieci czekoladkami w czasie świąt. Bywa, że robimy wspólne zakupy lub zakupy za siebie nawzajem, gdy jedno nie może z jakichś przyczyn. Gestów jest wiele, choć jesteśmy różni i nasze poglądy na wiele rzeczy są często bardzo, bardzo sprzeczne a tryb życia jednego członka zaburza czasami spokój drugiego... Wydaje mi się, że mimo to nam się udało :)

I jesteśmy gotowi rozszerzyć dalej granice naszego poznania. Mieszkamy we Wrocławiu, zatem zaczęliśmy kawałek po kawałku poznawać miejsce, w którym przyszło nam żyć. Turystycznie i nie tylko... postaram się tutaj umieszczać to, co udało się nam zobaczyć, dowiedzieć. Nie jest to informator o mieście, raczej o tym, co z tego co zobaczyliśmy uważamy za wartościowe lub po prostu warte uwagi.
Co robimy?

Zwiedzamy:

Sielska Zagroda w Kiełczowie pod Wrocławiem - byłam, po deszczu, z dziećmi, było cudnie :) Zwierzaków pełno - coś gdakało, coś piało, ćwierkało, i coś tam jeszcze robiło... dzieci były zadowolone, usiąść jest gdzie, pochodzić gdzie, pooglądać jest co, a moje małe męskie ADHD miało się jak zmęczyć i było bardzo zadowolone - polecam :D


Wrocław - Zielony Labirynt w parku na Brochowie - genialna zabawa :D Byliśmy latem, byliśmy zimą, byliśmy jesienią, ale zgubiliśmy się tylko wtedy gdy krzaczki były zielone, więc polecam to miejsce na takie właśnie dni - zielone :)


Wrocławski Ogród Japoński - to klasyka, niby nudna, ale zawsze kiedy tylko mogę staram się ją połączyć z czymś - a to pijemy zieloną herbatę w ogrodzie, a to składamy jakieś origami, a to idziemy potem na sushi, a to - co roku się tam udajemy, ponieważ co roku można zobaczyć tam całą masę kijanek - które co roku robią furorę ;) 

 źródło - http://moim-zdaniem-i-okiem.blog.onet.pl/2011/07/19/spacerkiem-po-wroclawiu-cz-6-ogrod-japonski/

Pomagamy:

Ładnych parę lat temu odkryliśmy, że czegoś nam w jakości naszego życia brakuje. Przekazanie 1% podatku i wspieranie WOŚP to oczywista narodowa dla nas powinność ;) Ale jest tyle osób potrzebujących... dostaliśmy wiele w życiu gratis - miejsce, w którym żyjemy, nie każdy ma szanse wybrać - rodzina, w której żyjemy, ile dzieci dorasta w patologicznych - wykształcenie, które mamy dzięki rodzicom zanim przejęliśmy pałeczkę  - no i rzecz oczywista, zdrowie, nie zawsze jest wynikiem prostego przełożenia dbasz o siebie = jesteś zdrowy. Często jest bonusem, jaki dostaliśmy.
Wtedy pomyśleliśmy sobie, że gdyby każdy z nas co miesiąc komuś pomagał, naprawdę wielu byłoby łatwiej :) No i zaczęliśmy. Od tamtej pory, tak się złożyło, pomagamy osobie - my akurat chorej na białaczkę. Choć wybór nie był nasz, w naszym otoczeniu były osoby, które tej pomocy potrzebowały. Pomagamy co miesiąc, bywa, że w sumie mikrusiej, bywa większej. Ale zawsze. Teraz pomagamy koleżance:


Rozejrzyjcie się, może wy też macie wokół siebie kogoś, kto potrzebuje pomocy - stałej?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz