niedziela, 20 kwietnia 2014

A. 10 miesięcy czyli mogę i mówię :)

Bardzo szybko upłynęło nam te ostatnie 30 dni... A. skończył 10 miesięcy i dał mi bardzo wyraźnie do zrozumienia, że grzechotki typu "oglądnij potrząśnij" mu już nie wystarczają. Szuka wyzwań, węszy po całej podłodze... grzechotki - w większości - poszły zatem w kąt. Fajnie jest tak patrzeć jak krok po kroczku jego życie nabiera rozpędu :D

Ponieważ każdą zabawkę już nie tylko ogląda, ale i obraca, smakuje, uderza, popycha, kopie nogą, rzuca na podłogę, rzuca rzeczami innymi w nią i tak dalej i tak dalej, doszłam do wniosku, że ujawnił się u niego intensywny czas doskonalenia manipulacji już nie tylko dłonią ale i palcami.
A. chętnie podłapuje każdą zabawę paluszkową, jaką mu pokażę, a czerpię je i z tradycji (gotowała sroczka kaszkę... wciąż na topie ;) ) i z nowszych publikacji, które gorąco polecam. Zaczęliśmy od prostych zabaw:

Były dla mnie o tyle fajne, że na końcu znajdują się nuty dzięki którym można i zagrać i zaśpiewać wierszyki. Szkoda, że nie ma dla wszystkich ;), choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest dobrze WSZYSTKO dzieciom nucić, każdy wierszyk, każdą poezję...

A ostatni nasz zakup to coś co wyjątkowo polecam, bo książeczki zawierają nie tylko pojedyncze propozycje zabaw/=ćwiczeń, ale także konkretny plan takiej gimnastyki - od rozgrzewki począwszy, na odpoczynku skończywszy. Jestem z nich wyjątkowo zadowolona, bo i wierszyki sympatyczne :D Jak jest napisane na początku, cztery zeszyty z tej serii zawierają "program rozwoju zdolności językowych, motorycznych i umiejętności pisania GIMNASTYKA PALUSZKOWA (Finger Gym)".  

Książki zawierają nie tylko ćwiczenia, ale także teorię dotyczącą tego rozwoju, co mnie dodatkowo cieszy. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, to swoista konwergencja że się tak wyrażę, opinii przedstawianej przez Montessori i w niniejszej książce o tym, że rozwój umysłu jest ściśle związany z rozwojem umiejętności manipulacyjnych :D
Wciąż nie przestaje mnie zadziwiać, że Maria Montessori sto lat temu potrzebowała otwartego umysłu i lat obserwacji żeby stwierdzić to, co naukowcy odkrywają dziś, a czego gro nauczyciele wciąż nie potrafią przełożyć na praktykę... Na szczęście nie wszyscy, bo znam sporo chlubnych wyjątków i każdego roku poznaję coraz więcej, więc ciiii... mój wewnętrzny krytyku, ciiii.... ;)
Książeczki można nabyć np. przez stronę www.domino-edu.pl



 Kolejną rzeczą, którą zaczął chętnie naśladować synek to dźwięki - muuu na krówkę, i jakieś dziwne nie do określenia mlaskanie na konika :D Uwielbia słuchać, oglądać, wszelkie wyrazy imitujące dźwięki - szszszszsz.... mmmmm.... grrrr.... czy bajki je zawierające. Lubi czytać książeczki w których da się je wypowiedzieć. Sam coraz chętniej je wypowiada, słodziak się przez to robi nieziemski.
Kiedyś mój mąż śmiał się, że dzieci mają w sobie taki "power of cuteness" na który wszystkie kobiety łapią się jak lep. A ja zawsze mu powtarzałam "spróbuj przeżyć bunt dwulatka bez tego" ;) Uwielbiam tą biologię, nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie dzięki niej (choć nie tylko ale to jak czekoladka po obiedzie ;> ) mam na co dzień mnóstwo radochy, mam cierpliwość, gdy dzieci mają zły humor, mam uśmiech, gdy jestem po nie przespanej nocy, mam dobre słowo, gdy one warczą... Uwielbiam to! ;P

Nowy miesiąc przyniósł nam także pożyteczne ale mniej komfortowe reakcje - A. zaczął się bać obcych - tzn. nie boi się, gdy oni sobie po prostu są, ale wystarczy powiedzieć "dzień dobry" by ten rozpłakał się niebotycznie. A ja z jednej strony wiem, że to normalne, wszystkie moje dzieci miały taki etap, z drugiej widzę czasem, że dorośli bardzo biorą sobie to do siebie... niby nie biorą, ale biorą. Najczęstsze dwie reakcje to 1. słowa, że synek "ich się boi", bo one (te osoby) są takie, że "się ich dzieci boją", albo 2. obojętność.
Przyznaję, że obie są dla mnie krępujące, zwłaszcza, gdy te osoby lubię ;) I powiem że paradoksalnie przy tych reakcjach moje dzieci oswajały się z dorosłymi najdłużej. Najszybciej akceptują te osoby, które krótko się przywitają, mową nie werbalną nie czekają na odpowiedź, i też nie uciekają od nas. Jak widzę, do tych osób i A. i poprzednie dzieci bardzo szybko podchodzą otwarcie. Takie to moje spostrzeżenia... pewnie każde dziecko jest inne, ale moje reagowały w tych sytuacjach bardzo podobnie...

A inna rzecz która na tyle się ujawniła, że nie jest do przeoczenia, to to, że A. wrasta bardzo już aktywnie w naszą kulturę i to, co się dzieje:
- zaczął wrzucać zabawki do prawidłowych pudełek "sprzątając" choć są to bardzo przypadkowe czynności to jednak, nie da się zbagatelizować
- macha ręką na do widzenia domownikom
- kiedy wyciągamy buty z szafki pyta "brum-brum?" czyli czy idziemy na spacer, gdy buty chowamy, nie pyta
- przy stole wie kto gdzie siedzi i gdy chce by ktoś usiadł na konkretnym krześle, to wzrokiem szuka tej i nie innej osoby
- zaczął brać łyżkę do ręki! wreszcie ją zauważył ;P Choć narazie po to by postukać talerz i wyrzucić ale widzi, że trzeba ja wziąć żeby zacząć jeść.
- poznaje swój kubeczek i woła "mamam" albo "mniam" gdy chce pić
- sam idzie do swojego krzesełka, gdy jest głodny (lub do kuchni ale tylko wtedy gdy ja tam jestem)
-  mniej już się buntuje gdy chcę mu umyć ręce po jedzeniu, jeszcze w zeszłym miesiącu bardziej
i tak dalej... i tak dalej... Jeszcze w zeszłym tygodniu swobodnie mogłam przy nim obejrzeć swój program na tv. Już nie ma tak lekko - ilekroć włączam ekran, jego oczka natychmiast wyłapują fakt, że coś pojawiło się na ekranie. No cóż...
Widać bardzo wyraźnie, że rutyna sprawia, że zaczyna coraz sprawniej funkcjonować w otoczeniu i robi to coraz aktywniej. Jest to bardzo przyjemne, dla mnie jako mamy, przestaję być "służącą", a zaczynamy w mieszkaniu działać razem. To jest BARDZO przyjemny i miły dla mnie czas ;)

Z zabawek? WSZYSTKO :D Piękny czas też dla ewentualnych darczyńców prawda? ;P

2 komentarze:

  1. Zainteresowałaś mnie tą gimnastyką paluszkową. Nie słyszałam wcześniej o tym programie a wydaje mi się, że może to być bardzo atrakcyjne i bardzo przydatne dla moich córek. Koszt zestawu nie jest mały, ale chyba warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne te obserwacje o wrastaniu w kulturę :) Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń