wtorek, 1 października 2013

Montessori - od czego zacząć? Przygotowane otoczenie cz.I

Ciężko tak poukładać wszystko w jeden post - postaram się w trzech. Slowly zapytała mnie, od czego można zacząć edukację dziecka metodą Montessori w domu? Myślę, że tak naprawdę ile montessorian/ów? tyle odpowiedzi, ja mogę powiedzieć, od czego ja zaczęłam i co się sprawdziło - na początku nie byłam nauczycielem, a mamą, która o metodzie przeczytała w gazecie i bardzo jej się spodobała przedstawiana tam wizja wychowywania dzieci...

Przede wszystkim - polecam zapoznanie się z tym "o co tu chodzi", choć tak naprawdę, wczytanie się w literaturę jest tu niezbędne i nigdy się nie kończy :) Warto wiedzieć na czym opiera się to wychowanie i jaki jest tego sens. Wydana po polsku książka Marii Montessori "Domy dziecięce", wyd. Żak, oraz "Zrozumieć Montessori" Małgorzaty Mikszy z pewnością pomogą wiele zrozumieć:

 

To chyba bardzo ważny początek. By wiedzieć co tak naprawdę zamierzamy robić. By rozumieć np., czym jest postulat "Pomóż mi to zrobić samemu" którym się kierujemy we wszystkich naszych działaniach. To "pomóż mi" opisałam trochę w poprzednim poście, choć w kontekście Montessori w życiu dorosłego człowieka.

Warto zapoznać się z kluczowymi pojęciami - czym są wrażliwe fazy w rozwoju człowieka i jakie są to fazy, czym jest polaryzacja uwagi i normalizacja, przygotowane otoczenie, jaką pełni funkcję. Czym jest szacunek dla dziecka. Co to znaczy samodzielność.

Innym postulatem jest "podążaj za dzieckiem" i tu bardzo często obserwuję totalne niezrozumienie tematu. Wydaje mi się czasami, że tu też tkwi źródło oskarżeń edukacji montessori o to, że jest edukacją bezstresową. Niektórzy rodzice myśląc, że podążają za dzieckiem robią tak: dziecko uderza w zabawki? Taka jest jego potrzeba, a to są jego zabawki, niech uderza. Dziecko krzyczy? Widocznie musi się wykrzyczeć, taka jego potrzeba. I rośnie wrzeszczące, niszczące i nieszczęśliwe dziecię obok umęczonych rodziców. Tymczasem w montessori wiele mówi się o "przekierowywaniu". Dla mnie jest to narzędzie diagnostyczne - kiedy dziecko chce uderzać, pokazuję mu, co gdzie i jak uderzać może. Kiedy chce drzeć coś, pokazuję mu, co gdzie i jak drzeć może. Często dziecko chętnie podejmuje proponowaną czynność, ale bardzo często też rezygnuje albo łapie się za nią powierzchownie i czynność kończy się rozmową o tym, co tak naprawdę mu dolega. Czasem z uderzania zdarzało się, że syn się przytulał i dopiero otwierał. Czasem przedszkolak tłumaczył, dlaczego on chce drzeć akurat tą książkę i po nitce do kłębka, dochodziliśmy do siedzących w nim emocji. Przekierowywanie - z czynności destrukcyjnej na czynność produktywną i akceptowalną przez niego i otoczenie.

Podążanie za dzieckiem to także podążanie za jego zainteresowaniami, dostarczanie dziecku bodźców z otoczenia, na które jest ono aktualnie wrażliwe.

I po takim wstępie można po prostu zacząć... przygotowywać otoczenie.

Na przygotowane otoczenie wg Marii Montessori składają się 3 elementy. Jednym z nich są materialne dobra, wśród których żyjemy. Zanim zaczniemy organizować zabawy, zajęcia na które pomysłów jest zatrzęsienie na blogach mam ja zrobiłam tak: skoro mam mojemu dziecku pomóc być niezależnym, muszę tak zorganizować dom, by mógł niezależnie ode mnie zrobić to, co już potrafi, a z niewielką moją pomocą zrobić to, co już niedługo będzie potrafił. W literaturze można doczytać, że Vygotski wpisywał te umiejętności w kategorię zwaną "sferą najbliższego rozwoju".

Przejrzałam dom według rozkładu dnia, krok po kroku, m.in.:

Poranek:
- spanie: czy może sam zejść z łóżka i na niego wejść, co robi z pościelą, czy może coś z nią zrobić, czy jeszcze jest to mój obowiązek, co robi z pidżamką, czy ma pod ręką książeczki do wybrania na dobranoc tak by sam decydował o tym co chce usłyszeć i by to on mi dawał do ręki książkę a nie odwrotnie;
- jedzenie: czy może samodzielnie wejść i zejść z krzesła, czy może samodzielnie przygotować przekąskę, jak może ją przygotować, czy ma pod ręką wodę do picia, czy może samodzielnie nakryć sobie do stołu, czy może wybrać sobie śniadanie czy co rano ja decyduję co ma zjeść (a może ja decyduję co może wybrać zjeść?);
- sprzątanie: czym może po sobie posprzątać gdy coś rozleje, upuści, czy ma wszystko pod ręką, czy wszystko jest dogodne dla jego a nie dla mojej rączki
Dzień:
- ubieranie na spacer: czy ma pod ręką ubrania, czy ma wybór tego, co ma ubrać, czy może sam odłożyć ubrania na wieszak dostosowany do jego wysokości a buty na półkę dostosowaną do jego możliwości
- zabawki: czy są tak zorganizowane, by dla niego było jasne co gdzie stoi (wszystko ma swoje miejsce i wszystko jest na swoim miejscu), czy ma swoje miejsce we wspólnym pokoju (często wspólny salon jest wspólnym tylko dla rodziców a dzieci mogą tam tylko gościć ze swoimi rzeczami), czy ma półkę na książki, miejsce gdzie może spokojnie przeczytać i obejrzeć książeczki
Łazienka:
- czy może samodzielnie umyć ręce, wytrzeć, skorzystać z toalety
itd.
Przejrzałam dzień synka od rana do wieczora i wiele rzeczy poprawiłam, bo okazało się, że potrafi dużo, a nie może bo np. wieszak czy półka za wysoko albo garnuszek do soku za duży.

Wszystko, co robię teraz ja, ale co kiedyś będzie robił on (np. ścielenie łóżka), robimy razem, by on będąc ze mną mógł obserwować te czynności. A dzieci lubią pomagać.

Potem można zacząć obserwować dziecko a obserwacja jest niezbędna, by wiedzieć, co zaoferować mu do zabawy, mówiąc kolokwialnie. Czasami rodzice patrzą na drogie zabawki, czy nawet pomoce Montessori, kupują a potem okazuje się, że dziecko po to nie sięga. Najprawdopodobniej wynika to właśnie z niedokładnej obserwacji potrzeb dziecka i ogromnej chęci rodzica na tą zabawkę ;)
To, co sprawdza się u mnie to intuicja i podążanie za dzieckiem: syn niedawno wyszedł na łąkę z córką, złapali ślimaka zrobili mu dom, trzymali kilka dni. W tym czasie okazało się, że synek był niezwykle głodny wiedzy o ślimakach i ich zwyczajach. Z rozpędu wymyślił "dzień robaka" i od ślimaków przeszliśmy do poznawania skorków (których u nas było sporo tego lata) i innych owadów. Innym razem kiedy robiłam mu na śniadanie chlebki w różnych kształtach, poprosił o kształt delfina - i jak się okazało, bardzo chętnie sięgał w tym czasie po wiedzę z serii delfiny vs wieloryby. 
Obserwujmy - smaki które wybierają, kolory - np. ubranek które na siebie zakładają, a niekoniecznie te którymi malują obrazki, kształty, które przyciągają ich wzrok. Spójrzmy na to, na co zwracają uwagę nasze dzieci, o czym mówią, co widzą - zawsze jest tego jakiś powód.
Ale warunkiem obserwacji jest wybór. Jak nie pozwolimy mu wybrać, nie zauważymy, że woli pomarańczowy od niebieskiego, kwaśny od słonego.

W temacie - bardzo polecam tą książkę:




O drugim czynniku przygotowanego otoczenia, a zatem o zasadach, którymi kierujemy się w życiu, nie tylko według których wychowujemy dzieci, będzie w części 2. Tymczasem, jeśli czegoś nie zaznaczyłam a coś dotyczy przygotowanego otoczenia materialnego dziecka i nas, chętnie odpowiem na pytania.


14 komentarzy:

  1. A jakie książki możesz polecić jeśli chodzi o dzieci powyżej 3 lat? Chodzi mi najbardziej o naukę czytania, liczenia... moje szczęście za chwilę skończy 3 lata i chciałabym się przygotować na dalszą naukę :) Będę wdzięczna za podpowiedzi :)
    pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, znalazłam ciekawy artykuł o czytaniu, autorstwa Barbary Łuczak, może Ci się przyda: http://dzielnicarodzica.pl/38015/35/artykuly :)

      Usuń
  2. Aniu, nie ma w montessori książek do nauki liczenia. Po prostu liczy się rozmaite materiały - belki, odcinki, perły... :)
    Co do materiału do nauki czytania - nie wiem ile wiesz, więc trudno mi się odnieść do tego, co będzie dla Ciebie "nową" i "pomocną" wskazówką. Widziałam, że czytacie metodą Domana. Montessori jest metodą sensoryczno-fonetyczną, czyli czymś zupełnie odwrotnym. Cały materiał służący do czytania jest podzielony na trzy części kodowane kolorem: 1. różowy materiał: czytanie 2-3literowych wyrazów fonetycznych, 2. niebieski m., czytanie >3literowych wyrazów fonetycznych, 3. zielony m., czytanie wyrazów niefonetycznych. Przed czytaniem dziecko uczy się sensorycznie liter wykorzystując do tego tzw. szorstkie litery. Niektórzy zapoznają dziecko z literami w określonej kolejności, a niektórzy wolą by to dziecko decydowało, której literki chce się nauczyć. Obie metody wg mnie są ok, w obu obowiązuje lekcja trzystopniowa i unikanie nauki jednocześnie liter do siebie podobnych typu l-ł. Czy Twoja córeczka zna je już?
    W każdym kolorze jest sekwencja materiałów do nauki czytania, w skrócie: 1.po upewnieniu się, że dziecko jest gotowe do czytania i napis "kot" oznacza dla niego zwierzę a nie nazwę "kot", dziecko najpierw uczy się czytać wyrazy po jednym, potem w obecności kilku wyrazów towarzyszących (lista), potem w wyrażeniach, zdaniach a w końcu w książeczce z kilkoma zdaniami. Materiały do wykonania tych serii można znaleźć, jak zapewne wiesz, na boxie (Montessori po polsku 3-6). Niestety, najczęściej książeczki nawet te proste dla dzieci zawierają jakieś trudności typu dź, sz. Trudno je zatem polecić na początku. Te, które już macie są świetne, przynajmniej ten tekst który jest widoczny na zdjęciach :)
    Czy Twoja córeczka przeczyta 3-literówki?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomniałam także dodać, że materiałem wspierającym naukę czytania jest ruchomy alfabet, z którym pracują dzieci, które poznały już litery

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do liczenia, to wiem że nie ma książeczek :D Źle się wysłowiłam bo chodziło mi raczej o liczenie w sensie teoretycznym np co po czym wprowadzać itd. W liczeniu też stosowaliśmy Domana (ilościowo bez cyfr) ale tak tylko ma sens do jakiś 3 lat więc za chwilę przejdziemy na inny etap i tu chciałam doczytać u źródła.
    Gorzej z czytaniem, cały czas robimy je globalnie i póki co tak chcę uczyć ale są właśnie różowe materiały z których chętnie skorzystam (nie ucząc na razie liter, choć kilka zna bo sama skojarzyła z wyrazami od których się zaczynają) ale nie wiem dokładnie na czym polega wprowadzanie kolorowych materiałów do czytania. Lubię znać teorię choć mogę jej nie wykorzystywać ale dla mnie jest dość istotne co się skąd bierze i dlaczego tak a nie inaczej, dopiero wtedy mogę coś z tego wyciągnąć dla małej. Po prostu tak mam że chcę wiedzieć :D Zdaję sobie sprawę że połączenie tych dwóch metod nie jest łatwe ale ja i tak nie biorę wszystkiego dosłownie ani z jednej ani z drugiej.
    Oli czyta różne wyrazy, 3,4,5 literowe ale nie przeczyta takiego którego nie zna, którego jej nie pokazywałam ponieważ nie zna liter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiałam długo, co odpowiedzieć... Metoda Domana została wymyślona dla krajów, w których język nie ma odmian np. angielskim, gdzie cat to zawsze będzie cat. I tam się sprawdza. Jednak w przypadku języków z końcówkami fleksyjnymi jest ona tylko spektakularną ciekawostką, ponieważ tu kota i kotu to dwa zupełnie obce wyrazy. Dlatego nie jest możliwe nauczenie się czytania tą metodą. Po jakimś czasie wprawdzie umysł wprawnie czytający czyta globalnie tzn. patrzy=widzi=rozumie bez głoskowania całego wyrazu, jednak dzieje się tak na skutek uzyskania pewnej biegłości rozumienia znaków pisanych. W Domanie jest to trochę odwrócenie kota ogonem. Ale nie ukrywam że maluchy czytające tak wcześnie są słodkie ;) i moim zdaniem frajda jaką przynoszą te ćwiczenia i same ćwiczenia z pewnością w jakiś sposób przyczyniają się do ogólnego rozwoju dziecka.
      Niestety, wydaje mi się że nie tylko połączenie globalnego z fonetycznym nie jest łatwe, ale nie jest nawet możliwe. Ale szczerze przyznam, nie mam wiedzy na ten temat - czy też jakie procesy myślowe towarzyszą zmianie metody u dziecka z globalnej na fonetyczną... może trzeba by było popytać mam, które tą metodę stosowały, a potem zaczęły inaczej uczyć dziecko.
      Drugie niestety - nie da się "skorzystać" z materiałów fonetycznych nie ucząc liter, więc w przypadku Twojej córeczki nie da się uczyć Twoim systemem i korzystać z różowych materiałów Montessori.
      Skoro nie chcesz uczyć liter, proponuję skupić się u Twojej córeczki na ćwiczenia rozwijające słuch fonetyczny i fonemowy (widzę coś, co zaczyna się na głoskę "p") oraz ćwiczenia rozwijające słownictwo, z wykorzystaniem lekcji trzystopniowej - http://www.youtube.com/watch?v=Pqzi-gxfP3Q

      Co do kolejności wprowadzania materiałów, na necie jest masa albumów montessori, jeśli znasz angielski, jest w czym wybierać :)

      Usuń
    2. Nie mogę się zgodzić ze wszystkim co piszesz a co dotyczy Domana. Temat przedyskutowałam wiele razy z psychologiem zajmującym się nauką metodą Domana i z wieloletnim pedagogiem który tą właśnie metodę 'ściągnął' do polski.
      Domana wybrałam nie dlatego że mam ambicję żeby moje 2-3 letnie dziecko czytało i popisywało się wśród znajomych i rodziny. Doman daje coś czego mojej córce brakowało. Niesamowicie stymuluje mózg i dzięki niemu tworzą się nowe połączenia między półkulami. Najintensywniej oczywiście gdy dziecko jest jak najmniejsze. My zaczęłyśmy gdy Oli miała 9 miesięcy, 7 pierwszych spędziła w szpitalach, przeszła 5 operacji, była tlenozależna, dostawała silne leki a antybiotyki miała non stop. W wieku 12 miesięcy jej rozwój był o 5 miesięcy do tyłu. Przez ten czas robiliśmy domana (wtedy tylko czytanie) i to co się z dziećmi małym robi normalnie. O Montessori jeszcze nie słyszałam. Ten sam test powtórzyliśmy gdy miała 2 lata... wynik wyszedł ponad przeciętny. Tylko 20% dzieci w jej ówczesnym wieku osiąga lepsze wyniki. Dla mnie to jest namacalny dowód że Doman działa...
      Teraz kiedy jest już większa chciałam zajęcia językowe rozszerzyć o te właśnie materiały montesoriańskie. I pewnie za jakiś czas tak zrobię ale nie będzie to przeprowadzane w takiej formie jak mówi Montessori.
      A jeszcze wracając do fleksyjności języka polskiego. Domanem można się nauczyć czytać, jeśli zaprezentuje się dziecku odpowiednio dużą liczbę wyrazów, a na etapie książeczek odmian tych wyrazów to dziecko ma szansę nauczyć się tak czytać. Osobiście znam dwójkę dzieci które tak się nauczyły. Ja nie jestem 'treserką' i czytamy wtedy kiedy Oli chce więc tą możliwość odrzucam. Jednak Doman to jedynie wstęp do nauki czytania, to inwestycja w to żeby dziecko pokochało czytanie. Inna sprawa to to że buduje się więź z dzieckiem. Uważam że nie ma sensu uczyć takich maluchów liter bo i tak to nie jest ten wiek żeby złączyły te litery w słowo. Czytać mogą jedynie globalnie i to w formie zabawy.
      Mam nadzieję że ujęłam wszystko dość zwięźle bo o Domanie mogę mówić godzinami :D Dla mnie naturalnym jest zacząć od Domana i po czasie przejść do innych metod nauki czytania... czy to sylabowej czy jakiejś innej. Po prostu jeszcze nie wybrałam.

      Usuń
    3. Wiesz co, zainteresowałaś mnie tym, co napisałaś o stymulowaniu rozwoju... zwłaszcza, że sama jestem antropologiem i lubię patrzeć na proces uczenia się przez ten pryzmat :> To prawda, ze jestem trochę ignorantem, jeśli chodzi o nauczanie globalne... może kiedyś uda mi się to nadrobić :) Może dlatego nie wyobrażam sobie łączenia metody globalnej i fonetycznej, po prostu nie mam pojęcia, jak by to mogło wyglądać...
      Tym bardziej chętnie będę śledziła Wasz blog, jak Wam idzie :P :))
      Tak jak Ty możesz o Domanie, tak ja o Montessori, hi... ale też z tego względu, że się na tym znam i mogę nie tylko przeprowadzić dziecko przez pewien proces ale też dostrzec różne elementy - także formowania się osoby - w trakcie nauczania. Czuję, że mogę dać dziecku coś czego potrzebuje. Natomiast nie sięgam po metody których nie znam lub nie rozumiem (trochę tak jak Ty :P :> ).
      Ja w nauczaniu także sięgam po inne metody i innych pedagogów (uwielbiam Bogdanowicz, Metodę Dobrego Startu, Klucz do Uczenia się, Metodykę Zabawy a od niedawna Dziamską, jestem fanką Waldorfa bo uważam że świetnie uzupełnia te luki, które edukacja Montessori wg mnie ma w dziedzinie sztuki) ale ponieważ jestem po tej stronie barykady trudno jest mi sobie wyobrazić stosowanie w procencie odwrotnym tych metod tzn. np. 90% Domana, 10% Montessori...
      Zaciekawiłaś mnie - spróbuję pod tym kątem przyjrzeć się innym mamom uczącym dzieci w domu i korzystającym z metody M :)
      W Montessori dzieci 2,5-3 letnie opanowują literki, a ok. 3 lat mają tzw. wprowadzenie do czytania - łączą w pary przedmioty o trzyliterowych nazwach z pierwszą literą w nazwie np. o - osa, by potem układać te wyrazy - tu jest akurat 3latek: http://www.youtube.com/watch?v=wDnkr5rt2Uc więc jest po co uczyć takiego malucha liter :) pozdrawiam ciepło :) dziękuję za wszystkie informacje!!!! :D

      Usuń
  5. Zapomniałam, bardzo dziękuję za streszczenie zasad wprowadzania materiałów do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Ci serdecznie!!!! jesteś Wielka:) Bardzo dużo mi rozjaśniłaś, pokazałaś, wiem od czego zacząć. Coraz bardziej przekonuję się do tej metody, czy raczej stylu życia. Jestem Ci bardzo wdzięczna!!!!! Będę zaglądać regularnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Sięgam po książki, obserwuję jeszcze baczniej, już podczas czytania zauważyłam kilka elementów, które mogę poprawić. Malutkimi kroczkami wejdziemy w ten świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slowly, cieszę się, że zachęciłam Cię do lektury - napiszę tylko krótko, że jest powód, dla którego podałam dwa przykłady - uważam, że kiedy chce się coś wprowadzać powinno się nie tylko powtarzać plotki (czyli to co o metodzie napisali inni) które z pewnością są najbardziej czaderskie i łatwo wchodzą ;) - ale też źródło - bo czasami to właśnie autorowi uda się przekazać sens działań, a plotki pokażą tylko/aż co można zrobić żeby było łatwo i przyjemnie... ;P

      Powodzenia! Jak tylko się zbiorę, dopiszę cz.2

      Usuń
  8. Witaj,
    Wlasnie odkrylam Twojego bloga I wiem, ze na pewno bede tutaj cidziennie zagladac, dziekuje.
    Na poczatek mam ogromna prosbe- prosze napisz gdzie kupilas ksiazke - "Jak wychowac niezwykle dziecko-droga montessori". Wlasnie przegladnelam mam wrazenie, ze caly internet I nie moge znalezc.
    Bede bardzo wdzieczna za pomoc.

    Wszystkiego dobrego!

    Ania O.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, Aniu, bardzo Cię przepraszam, ale właśnie znalazłaś mój błąd - po polsku niedawno wyszła książka "Naucz mnie samodzielności" Maii Pitamic (wyd. Kropki Trzy). Ta jest tylko po ang, kupiłam ją na amazon.com. Bardzo mi przykro za pomyłkę.

    OdpowiedzUsuń