środa, 25 września 2013

Niebieskie czytanie

Z czytaniem synek jest na niebieskim materiale. Niestety, odkąd poszedł do szkoły, niechętnie po niego sięga i mówi, że "nie umie czytać". Postanowiłam go zachęcić i... tadam! Metoda zdała egzamin :)

Postanowiłam cały niebieski materiał podzielić ze względu na liczbę liter w wyrazie. To prawda, że dzieci uczą się dziś raczej globalnie niż krok po kroczku. Krok po kroczku uczyliśmy się my np. języka i byliśmy przez to w stanie wypowiedzieć się w nim swobodnie dopiero po wielu latach nauki (takie jest moje zdanie). Dziś uczy się "holistycznie" i dzieci bardzo szybko radzą sobie w sklepie czy na ulicy pytając o drogę, ale z drugiej strony, kiedy dochodzi do swobodnych wypowiedzi, mają z tym kłopoty, ponieważ swobodne wypowiedzi niewiele mają wspólnego z wykutymi regułkami zdań. Trzeba wiele umieć, aby móc. Dlatego ja jestem zwolenniczką obu metod (z naciskiem na krok po kroczku, bo jednak starej daty jestem... ;> ).

Na każdym materiale umieściłam z tyłu naklejkę-liczbę, dzięki czemu synek wie (oprócz tego, że może policzyć), ile liter jest w wyrazie. I - jak się okazało - te cyfry ośmieliły go do aktywności :D Sięga po 4-ki i 5-ki i jest ok. Jestem spokojna, że niedługo sięgniemy dalej, bo znów zaczął czytać materiał i czytać napisy dookoła niego (nie licząc ile mają liter w wyrazie, jupi...!).

Narazie niebieski materiał u nas to:

- przedmioty + podpisy:

- obrazki + podpisy ominęliśmy. Zauważyłam przy różowy materiale, że dla niego jest to niemal "to samo" co przedmioty i niechętnie po to sięga. Natomiast kiedy obrazki są już w formie karty, tej niechęci nie ma;

Nie wiem jak wy, ale ja obserwuję wszechobecny kłopot z tym, jak przyczepić podpisy do karty tak, by tworzyły całość i łatwo mogły być wybierane i ściągane z półki spośród innych kart. Najczęściej po spodniej części karty przykleja się przeźroczystą "kopertę" na cd, do której wkłada się podpisy. Niestety, jest to system dobry do domu, ale nie do przedszkola, gdzie po iluś tam łapkach koperta się odkleja i wszystko fruwa. Nie znalazłam na to, niestety, odpowiedzi. To, co działa u nas to - jak widoczne na zdjęciu - przypięcie spinaczem biurowym (po krótkiej nauce używania tegoż) i - co nie jest widoczne na zdjęciu, bo jeszcze nie zrobione - oznaczenie karty i koperty numerem, np. "4" i kolorowym kółkiem. W ten sposób nawet spośród rozparcelowanych rzeczy wystarczy znaleźć np. kartę i kopertę oznaczone "O 4", żeby znaleźć komplet. Ale i tak nie jest to super wynalazek...

Żeby zaoszczędzić tuszu, podstawę czyli kartkę podzieloną na 12 kratek drukowałam na niebieskim papierze, na białym natomiast podpisy i obrazki, które wycinałam, przyklejałam na niebieskie ramki i laminowałam. Trochę roboty, ale co zrobić, gdy tusz oszczędzać trzeba...

- niebieskie lotto: tu już wyrazy fonetyczne o dowolnej liczbie liter, wymieszane. Chcę, żeby kiedy do lotta dojdziemy, synek nabrał pewności, że nie musi już czytać 4-ro czy inno-literowe wyrazy, ale że może po prostu czytać. Przejście przez karty - według planu ;) - powinno dać mu tą pewność i być potwierdzone przy czytaniu. Mam nadzieję, że tak będzie...

- niebieską listę wyrazów ominęliśmy, nudna dla syna, nudna dla mnie...

- niebieską małą książeczkę także, w zamian za to mam zamiar wprowadzić:
- niebieskie wyrażenia + obrazki: jeszcze niestety nie zrobione, chodzi mi o zbitki 2-3 wyrazowe, ale jeszcze nie zdania;

- niebieskie zdania + obrazki: jak będzie, dołożę;

- niebieskie książeczki.

I do boju :)



7 komentarzy:

  1. My dopiero zaczynamy z Montessori. Patryk ma 14 miesięcy. Ja pomalutku zapoznaję się z metodami. mam prośbę - czy mogłabym prosić o polecenie czegoś na początek - od czego zaczynać, może jakaś literatura, czy tutaj na blogu? Byłabym bardzo wdzięczna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Slowly, napiszę w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się dlaczego Twój Syn MUSI chodzić do szkoły, skoro widzisz tyle negatywnych przeżyć w tak krótkim czasie?

    W Waszej okolicy jest naprawdę prężnie działające grono homeschoolersów, nie mielibyście kłopotu z socjalizacją!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. K, bardzo bym chciała... ale z wielu powodów nie mam jak - finansowo nie możemy sobie pozwolić na jedną wypłatę i brak wydatków związanych ze szkołą tego nie zrekompensuje - pojawił się u nas 3 członek rodziny i na tyle jest on aktywny, że jestem w stanie zrobić "coś" i nadrabiać braki pedagogiczne pani, ale nie dam rady czasowo zadbać o całokształt edukacji syna - jestem sama na studiach i właśnie się zastanawiam jak znaleźć czas na bibliotekę i napisać pracę bo o ile nauczyć się mogę to ta biblioteka jest dla mnie zagadką - to tak trzy odpowiedzi z biegu...

      Usuń
    2. Są czasopisma elektroniczne, do których zapewne masz dostęp z domu, o ile masz kartę biblioteczną ze swojej uniwersyteckiej biblioteki;) A tytuły książek spisz i wyślij męża po nie:) A! i jeszcze google scholar (http://scholar.google.pl/) - tylko tu oczywiście trzeba uważać na "working papers".

      Ja swój doktorat kończyłam z najstarszym synem w chuście:) Jak miał 9 miesięcy byłam po obronie - dasz radę i Ty! Trzymam kciuki!!!:)

      Życzę Ci powodzenia i samych dobrych wyborów!

      Usuń