wtorek, 10 września 2013

Montessori... na co dzień?

Jakiś czas temu pewien tato zapytał mnie, czy Montessori to tylko edukacja dla dzieci... i czy dorośli też mogliby kierować się tymi ideami w swoim życiu...

chyba warto przyjrzeć się temu bliżej...

1. "Pomóż mi to zrobić samemu" - nie wiem ilu z Was miało okazję przekonać się na własnej skórze o wartości tej prośby, ja mam, dosyć często. Choćby z moją najmłodszą pociechą i usypianiem. Teoria teorią, ale mój synek jakimś trafem nie wie, że skoro jest zmęczony to czas zasnąć, wie natomiast że jest mu źle, niedobrze, bolą go może oczka, może głowa i kto wie co jeszcze... Rutyną próbuję go zaprogramować niczym piesek Pawłowa, żeby rozumiał relację "łóżeczko-sen", ale jak to w życiu bywa, różnie nam się to udaje... wtedy, widząc nasze męczarnie, "na pomoc" przychodzi mój ukochany mąż i stara się mi "pomóc". Jak? Ano, jak każdy fajny facet, ma łapy wielkie i ciepłe w których wystarczy ułożyć dziecię, pochodzić i zrobić "ciii", żeby ono smacznie usnęło. Pomaga mi? No niby tak... ale zaraz potem idzie na wiele godzin do pracy... a ja zostaję sama z dzieciem pamiętającym ciepełko taty i kołysanie. A nawet kiedy tata wróci, to pomaga mojej starszej dwójeczce... pomaga ogarnąć dom i inne sprawy domowe... a kiedy mam chwilę wolną again, "pomaga" mi położyć małego - na wypadek, gdyby maluch zapomniał, jak fajnie jest w łapkach taty... żeby nie zapomniał...
No więc... ja znacznie bardziej lubię, gdy ktoś przychodzi i pomaga mi się samej z tym uporać. Gdy przyjechała moja psiapsiółka, pomogła mi się zebrać do kupy a na odchodne usłyszałam "dasz sobie radę". Dałam :)

2. Podążaj za dzieckiem - czytając między wierszami, jak to określił Paul Epstein na jednej z konferencji Polskiego Instytutu Montessori, "the child is ready when the child is ready". Nie nauczysz dziecka czytać, gdy nie jest na to gotowe. Nie nauczysz go jeść samodzielnie, gdy nie jest na to gotowe. Podobnie rzecz dzieje się w naszym życiu - nie zrobimy niczego, dopóki nie będziemy na to gotowi. Paul żartobliwie przytaczał inne przykłady - "the boss is ready when the boss is ready". Możemy go prosić o podwyżkę, ale kiedy jego umysł nie jest na to gotowy, nie dostaniemy jej. Możemy chcieć schudnąć, ale kiedy nie jesteśmy na to wewnętrznie "gotowi", sto diet nam nie pomoże.
Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest zadać sobie pytanie - co można zrobić, by stać się "gotowym" na nowe i nieznane... Ale to już inna bajka...

3. Zasada izolacji trudności - czyli krok po kroczku, nie wszystko naraz. Kiedy uczymy się nowego języka. Kiedy zmieniamy tryb życia na zdrowszy (notabene, dlaczego nasze diety nie przynoszą rezultatu? Bo nie tylko nie jesteśmy gotowi, ale też chcemy wszystko naraz, w ciągu tygodnia, dwóch, miesiąca, a najlepiej natychmiast). Kiedy chcemy, żeby nasze dziecko dobrze się zachowywało. Kiedy chcemy (tak jak ja ;P w miesiąc opanować dom, studia, trójkę dzieci, męża i siebie, a najlepiej jeszcze i gości :> ). Warto wtedy sobie to przypomnieć. Ja zrobiłam i od razu zrobiło mi się lepiej :)))
We wrześniowym numerze "Sensu" autorka testu Dagmara Gmitrzak pisze: "Zarządzaj problemami" czyli ustaw sobie listę priorytetów - rzeczy ważnych i mniej, tych natychmiast i tych zaraz. Zatem - krok po kroczku. Nie dajmy się zwariować, niczego nie trzeba mieć "zaraz". Bo od tego można zwariować.

4. Zasada ograniczonej swobody. Dajemy ludziom tyle wolności, ile są w stanie udźwignąć - bo inaczej wejdą nam na głowę! Szef, sąsiedzi, mąż, teściowa... Dziś mówimy, "szanuj siebie to inni też będą". Jak zwał tak zwał. Jeśli mama wie, że może wiele ale jest u mnie w domu, nie ma miejsca na konflikt. Czasami jednak, gdy to "czuje się jak u siebie w domu" staje się inwazyjne, jesteśmy zmuszeni do wytyczenia pewnych granic tego co wolno czego nie. Podobnie w pracy - wystarczy czasem pokazać innym, że się pracuje ciężko i za darmo, by wszyscy uznali to za rzecz normalną, a nawet ba! wytykali Ci, ile rzeczy źle zrobiłaś, jakim fatalnym jesteś pracownikiem, bo oni na Twoim miejscu zrobiliby to o wiele lepiej... ...gdyby ktoś im za to zapłacił...

5.  Kiedy coś rozpoczynam, to ja jestem odpowiedzialny za tegoż przebieg i zakończenie. Oj tu temat woda... pozostawię to bez komentarza... ;)))

I tak dalej, i tak dalej...
Montessori? No tak.
Na co dzień? Jak najbardziej! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz