niedziela, 13 maja 2012

Karty Wzbogacające Słownictwo

...czyli coś, co w skrócie nazywam karty WS. Chcąc dodać do listy karty o tygrysach i karty o rekinach, które ostatnio za namową synka pojawiły się na półce, pomyślałam, że ciekawa jestem, w jaki sposób karty te są pokazywane dzieciom w innych domach.

U nas po dniach prób i błędów dzisiaj przedstawiamy sobie karty w poniższy sposób, który wykorzystuję dość często:

I:
1. Zapraszam synka do półki, mówiąc, że pojawiło się na niej coś nowego i bardzo ciekawego, co chciałabym mu pokazać.
2. Idziemy razem do szafki i zachęcam go, by wziął z półki materiał i przeniósł go na miejsce pracy (niby na dywaniku lepiej, ale u nas najczęściej jest to ława).
3. Przedstawiam mu karty "na tych kartach przedstawione zostały różne podgatunki (rodzaje/gatunki itp. w zależności od kart) tygrysów".
4. Wyjmuję mu karty z podpisami i kładę przed nim ich pliczek - biorę do ręki pierwszą kartę, przedstawiam mu ją mówiąc nazwę zwierzęcia, po czym kładę kartę w górnym lewym rogu stołu. Biorę do ręki drugą kartę, mówię nazwę, kładę po prawej stronie karty pierwszej, tworząc rząd. Biorę trzecią kartę, mówię nazwę, daję do ręki synkowi, który już wie, co ma robić i rozkłada resztę w rzędzie. Czasem bierze do ręki już drugą.
Scenariusz tu jest różny, w zależności od tego, na co ma ochotę synek - czasami pyta o nazwę rzeczy na kartach, czasami układa je szybko w rządek i wtedy nie mówię mu już dalszych nazw, czasami chce się przyjrzeć obrazkom i zadaje pytania do nich. Odpowiadam tak zwięźle i krótko, jak tylko dam radę.
5. Wyjmuję teraz plik kart bez podpisów i kładę przed synkiem. Przykładam go do pierwszej wyłożonej karty pytając "czy to to samo?" ("czy to ten sam tygrys?" itp.) Jeśli tak, kładę pod kartą, jeśli nie, pytam o następną, aż znajdziemy parę.
6. Jeśli automatycznie synek nie bierze drugiej karty z pliku przed nim, podaję synkowi drugą kartę do ręki bez słów. On wie, co ma robić.
7. Podsumowuję to, co mamy przed sobą - np. "te karty przedstawiają różne podgatunki tygrysów, jakie żyją na ziemi. Widziałeś kiedyś tygrysa?" Staram się, aby nie było to przepytywanie z mojej strony, tylko żeby synek "się rozpędził" w opowiadaniu o tym, co wie, co myśli, co widzi na obrazkach wyłożonych przed nim itd.
8. Na koniec, kiedy widzę, że trochę ma dosyć, ale nie do końca (nigdy nie czekam aż się znudzi! Staram się skończyć ciut przed, żeby jego zapał nie był zupełnie zgaszony, co daje mi gwarancję, że sięgnie po nie jeszcze raz).
9. Przeprowadzam lekcję trzystopniową. Karty wybieram do lekcji też różnie - albo pytam go o wybranie trzech najciekawszych (najgroźniejszych, najdziwniejszych itp.) tygrysów albo wybieram te, których jeszcze nie zna - w zależności od jego chęci i otwartości na lekcję. Czasem wybieram jeden, który zna i dwa nieznane, żeby utrzynać jego zainteresowanie tematem.

II:
Pierwsza prezentacja kart powinna być sensoryczna - prezentując dziecku karty, na pierwszym etapie pracy z nimi wykładamy bez słowa karty przed dzieckiem, po czym zachęcamy je do dopasowania kart bez podpisów, czyli po prostu znajdowania par. Dopiero w drugim etapie przedstawiamy dziecku materiał nazywając go "to są karty...." i rozmawiając z dzieckiem na ten temat.

Choć brzmi to bardzo logicznie, w domu ten system sprawdził mi się na saaaaamym początku pokazywania kart, kiedy jeszcze synek nie do końca wiedział, co to takiego i jak się z tym pracuje. Teraz jest już starszy i idziemy zgodnie z jego zainteresowaniem, a to najczęściej powoduje, że ściągając materiał szybko wertuje, z czym będzie miał do czynienia i od razu krzyczy "tygrysy!!!!". Bez sensu byłoby przed nim rozkładać karty sensorycznie. System 9-punktowy podany powyżej sprawdza się w naszym domu najlepiej.

III:
Karty montessoriańskie zawsze mają wbudowaną kontrolę błędów tak, aby dziecko mogło z nimi pracować samo. Tutaj jest nią zgodność wizualna obrazów. Po kilku prezentacjach sensorycznych nie trzeba już prezentować dziecku kart, można je sobie po prostu opowiedzieć. Dosyć często zatem po prostu mówię synkowi, że on już wie, jak rozłożyć te karty i proszę go o rozłożenie ich, po czym rozmawiamy sobie o tym, co przedstawiają zdjęcia.

Jednak w domu rzeczy nie dzieją się dokładnie tak, jak w przedszkolu - zdarza się więc, że synek chce, bym to ja mu po kolei przedstawiła karty i wtedy w miarę pracy z nimi coraz bardziej on przejmuje pałeczkę nad materiałem - wtedy wszystko dzieje się tak, jak opisałam w punktach 1-9.

Nie wykorzystujemy jeszcze do pracy podpisów, ponieważ synek nie czyta. Ale jestem ogromnie ciekawa, jak inne mamy prezentują te karty swoim dzieciom...

1 komentarz:

  1. Nigdy nie widziałam tego typu kart (mam namyśli dodatkowe opisy. Jak to powinno być wycięte? Jak wygląda komplet?

    OdpowiedzUsuń