niedziela, 11 marca 2012

Antarktyda i nieplanowany powrót do zimy

Wprawdzie już wiosna od ładnych dni paru puka do naszych drzwi i okien, ale akurat teraz w sklepach Auchan pojawiła się bardzo fajna książeczka o pingwinie cesarskim. Uwielbiam takie proste, przystępnym językiem napisane, ładnie wydane książki. Na zasypanych encyklopedycznymi pozycjami z maczkiem wypisanymi super-ekstra-fantastycznymi informacjami o wszystkim i o niczym, takie wydania to rarytas i rzadkość. Mój synek ma 4 lata i tekst bardzo mu się spodobał. Myślę, że spodobałby się także młodszym dzieciom. Moooże jeszcze 5-latkom, ale 6-cio latkowi tej książeczki już bym raczej nie dała...

          Z tego właśnie względu postanowiłam wrócić raz jeszcze do zimowych tematów na naszej półce, a przy okazji odkopałam nasz folder o Antarktydzie, przy którego oglądaniu rozmawialiśmy sobie o tym kontynencie. Stron jest trochę, w sumie wychodzi 11 - najpierw drukuję je osobno, potem laminuję po dwie, tak że każda strona zalaminowana jest dwustronna - z jednej strony zdjęcia z drugiej ich opis (czasem z małymi zdjęciami). Starałam się, żeby zdjęcia były możliwie ostre, co przy poszukiwaniu na necie zdjęć nie tylko pięknych ale przede wszystkim reprezentatywnych, pozwalających uruchomić wyobraźnię, jest nie lada wyzwaniem...w przypadku niektórych udało się tak sobie. Ale i tak nie wyszło źle. Zdjęcia, jak już kilka razy wspomniałam, zebrałam i przekazuję wyłącznie do użytku domowego.

         Znalazłam też karty RS (rozszerzające słownictwo) o różnych gatunkach pingwinów zamieszkujących Antarktydę (w kartach jest jeden błąd do poprawy - pingwin "grubodzioby" w rzeczywistości nazywa się magellański, za pomyłkę przepraszam, też się dopiero uczę ;> ). Po oglądnięciu kart synek mógł wybrać sobie jednego z pingwinów i pokolorować zarys pingwina odpowiednimi kredkami/plasteliną/farbkami - w zależności od tego, co chciał. Czasami tego pokolorowanego pingwina wycinał i umieszczał na tle namalowanego obrazka Antarktydy (a4), czasami malował "na akord" - po jednym pingwinie z każdego jakie miał na kartach. Do malowania chętnie dołączała starsza córeczka :))


Przy okazji do kart dołączyłam coś niemontessoriańskiego, a mianowicie lapbook o pingwinach. Lapbooki są niemontessoriańskie, ponieważ zazwyczaj zadania w nich zawarte mają charakter >typowo< szkolny: nie mają korekty błędów i nie bardzo można je powtarzać... Mimo to nasz lapbook był "w obiegu" przez tydzień, a frajdy było tyle dla młodszego i starszej, że zdecydowanie jestem za tą formą domowej edukacji.

Takiego lapbooka robi się prosto i z wielką satysfakcją - tu jest bardzo sympatyczny i klarowny filmik o tym, jak można takie cuś wykonać. Teczki manila do ich wykonania są tanie, choć nie wszędzie można je kupić. Tym razem nie miałam jak podejść do sklepu i kupiłam zwykłą teczkę na gumkę - dobrą na ćwiczenie zręczności paluszków ;P

Lapbook przede wszystkim przedstawiał kontynent (zarys Antarktydy wzięłam stąd, Kubie kontynent przypominał nosorożca...) i podstawowe zwierzęta żyjące na nim, na drugiej stronie było już wszystko o pingwinach. Nie miałam czasu przetłumaczyć teksty na polski, postanowiłam dać tak jak jest dzieciom i... o dziwo, wyszło super, synek dał sobie radę ze wszystkim, a tam gdzie trzeba było tłumaczyć, przydała się... siostra :D :D :D)

Kolejno synek :
1. układał w kręgu etapy rozwoju pingwina (po lewej u góry);
2. rysował pingwinki od 1go na 1 stronie do 6ciu na ostatniej stronie książeczki (po lewej na dole, książka świetna, sposób, w jaki pingwinki trzeba było namalować odzwierciedlał ich zwyczaje, np. ślizganie się na brzuchu czy przytulanie by ochronić się przed wiatrem...);
3. kolorował miejsce zamieszkania omawianych pingwinów, czyli Antarktydę, na mapie (po prawej na górnej zakładce);
4. kolorował części ciała pingwina (córka podpisywała po pl i ang);
5. Odpowiadał na pytania typu "czy pingwiny mają kolana?" odsłaniając obrazek schowany pod odpowiedziami;
6. liczył pingwinki (działania i pingwinki umieściłam w saszetce w zakładce
po prawej stronie);
7. wg instrukcji uczył się malować pingwina na dołączonych kartkach - hicior nad hiciory :)))))


Innymi słowy, była fajna, a przede wszystkim własna i grupowa, "zabawa" :P :D
Lapbooki to jednak fajna sprawa :))) Materiały do nich można zrobić samemu, można też skorzystać z takich stron jak ta: http://www.lapbooklessons.com/

A tymczasem, pozdrawiam wiosennie!

3 komentarze:

  1. Dziękuję za materiały - są wspaniałe! Książeczkę widziałam wczoraj w empiku i też mnie zachwyciła (jeszcze była o gepardzie). A temacie pingwinów u nas ostatnio króluje bajka "Happy feet" i ciągłe sprzeczki, które pingwiny są lepsze: cesarskie czy adeli - bo każdy ma innego faworyta ;-)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie dziękuję za pliki. Właśnie zaczęłam kompletować materiały do pudełek kontynentów (nawet nie wiem, czy tak można je nazwać po polsku?), więc Twoja Antarktyda bardzo nam się przyda... ;-)
    Pozdrawiam,
    Moni

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję za wszystkie materiały - rozpoczynam swoją przygodę z Montessori i cieszę się, że dzielisz się z innymi swoją wiedzą i pomysłami!!!
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odwiedzin Raaany Julka

    OdpowiedzUsuń