wtorek, 5 października 2010

Skąd wieje wiatr...

Z pewnością cieszę się, że i mnie on tu przywiał, ale skąd pomysł na bloga... to trochę długa historia... Chyba przede wszystkim pomysł pojawił się jako rezultat pewnych przemyśleń, na jakie mialam czas w ciągu ostatnich dni spędzonych poza domem. Kiedy jest się z dala od rodziny, mozna dostrzec wiele rzeczy, których nie jest się świadomym do tej pory, będąc zakopanym w mniej i bardziej ważnych sprawach codziennego życia. Wszystko zaczęło się dosyć niewinnie - pierwszym zjazdem na kursie Wczesnej Edukacji Montessori prowadzonym przez Joannę Maghen (Polski Instytut Montessori). Kurs okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę - niezwykle bogaty w informacje i praktykę, na wiele rzeczy otworzył mi oczy zobaczyłam wiele dobrego i złego, jakie było moim udziałem w moich relacjach z dziećmi. Bywało, że żałowałam, że dopiero teraz to wiem, że byłoby łatwiej, gdyby tak móc posiąść tą wiedzę jakieś dziewięć lat temu, zanim moje najstarsze przyszło na świat... Z drugiej jednak strony kurs wywołał we mnie mnóstwo dobrych uczuć - trochę zadowolenia z siebie, że nie zmarnowałam mojej szansy bycia stay-at-home mamą, że warto było spędzić z dziećmi ich pierwsze, najważniejsze lata życia, i że był to czas niezwykle bogaty w doświadczenia, emocje...
...a potem dotarło do mnie, że nie zachowałam nigdzie oprócz pamięci nic co robiłam z moimi dziećmi... byłam tak zajęta życiem, że nie zadbałam o jego dokumentację... strasznie mi żal tego, że nie mam jak pokazać mojemu starszemu dziecięciu, jak to było kiedyś... a potem pomyślałam, że nie jest tak źle, nic straconego... i stąd ten blog.

Tak więc po przydługim wstępie witam moich wszystkich czytaczy i podglądaczy - zapraszam do wertowania moich kart tego swoistego pamiętnika. Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że będzie on wart zaglądania dla moich dzieci, męża i mnie - ostatecznie to taki trochę dokument/reportaż z części naszego życia :))

A zatem... miłego czytania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz