wtorek, 5 października 2010

Pierwsze zmiany

Od czasu ukończenia pierwszej tury kursu wczesnej edukacji, mój dom podlega nieustannej reorganizacji...
na pierwszy rzut poszła przykuchenna szafka - została jej przydzilona odpowiedzialność bycia "obszarem praktycznego życia" (ze względów praktycznych oczywiście... tylko tu można szybko posprzatać rzeczy rozlane czy rozsypane...). Narazie sukces jest chwilowy, bo zawiera cztery tylko ćwiczenia:
1/ przesypywanie
2/ przelewanie
3/ przenoszenie
4/ sortowanie

...mąż mi jednak świadkiem, ile się nakombinowałam, żeby mój syn chciał przelewać... :P - ostatecznie przekonało go zgranie koloru wody (samodzielnie dobranego i wykonanego) i tacki (podoba mu się sama w sobie).
Góra szafki docelowo ma być obszarem kosmicznym (czyli półka wystaw bardziej tymczasowych niż te poniżej), narazie musi pozostać matematycznym... i zdecydowanie chaotycznym... jeszcze przez kilka tygodni:


* przelewanie szczęśliwie cieszące się powodzeniem;
* przesypywanie choć zapowiadało się ciekawie (synek ćwiczył już otwieranie i zamykanie pojemników, więc mogłam mu tu już wprowadzić pojemniki zamykane, z ryżem)
...skończyło się serią spontanicznych eksperymentów z doniesionym do kompletu lejkiem. Przynajmniej już wiadomo - ten rodzaj lejka nie nadaje się do przesypywania ryżu :))
Następne zadanie wymaga jeszcze dopracowania, bo nikt nie przenosi filcowych materiałów z porcelanowej filiżanki na herbatę do szklanych pojemniczków... materiały do szycia trzymamy raczej w pojemnikach drewnianych, wiklinowych koszykach... mimo to postanowiłam zaryzykować:

...z sukcesem! :D I znów informacja, tym razem dla mnie: prawidłowe trzymanie szczypiec jest jeszcze kwestią czasu.
Powodzenie tego koszyka mnie zaskoczyło:

Osobiście nie specjalnie mi się on podoba, po prostu nie miałam onnego... mimo to materiał był przesypywany prawidłowo, a następnie wysypywany z koszyka tylko po to, by wyjąć z niego pojemniki, przesypać ziarna do szklaneczki i znowu złożyć wszystko w całość. Fascynujące :))
Narazie to koniec zmian. Sporo przed nami, jednak obrazek, jaki zastałam dziś rano po tym, jak ubrana zeszłam robić dzieciom śniadanie ucieszył mnie prze-o-grom-nie!:



Miałam straszną ochotę je ukochać... a tu guzik... nie przerywamy skupienia dzieci... Ukochałam je zaraz po :)) moje kochane szkraby...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz