wtorek, 5 października 2010

Motyle, gąsienice i poczwarki


Ten osobnik jako jeden z wielu odwiedził nas tego lata... rusałki w tym roku były tak częstymi naszymi gośćmi, że ich wizyty zaowocowały lekcją dla dzieci o motylach, gąsienicach i metamorfozie... Motywem przewodnim stała się jedna z najulubieńszych lipcowych książeczek mojego synka czyli "Bardzo głodna gąsienica" Erica Carle'a - jej tekst już zna na pamięć i powtarza go w kółko... teraz to już i ja go znam na pamięć... powtarzał go też mojemu mężowi i on też już go zna na pamięć...


W przygotowaniu lekcji wziął udział także mój synek i wymyślił zabawę w metamorfozę... najpierw był jajem, potem gąsienicą, potem pięknym motylem (i tu wdzięcznie składał skrzydełka kiedy przysiadał na podłodze i kiedy grzał się na słoneczku, i kiedy latał... bardzo romantyczna zabawa tak nawiasem mówiąc...) - a to wszystko przy "Poranku" Edwarda Griega. Wspaniała zabawa :))

Po lekcji dzieci miały okazję pobuszować w świecie motyli poprzez ćwiczenia z nimi związane - np. układanie sekwencji etapów metamorfozy (od jaja do motyle) na podstawie mojego ulubionego zestawu "life cycle stages" z Insect Lore (uzupełnionego o lupę do obserwacji i korektę błędów czyli zdjęcia jaj-gąsienic-poczwarek-motyli przedstawione w takiej kolejności:


Wykorzystałam również inne źródła fajnych pomysłów (nie montessoriańskich, ale ciekawych...) na naukę i zabawę:

1/ blog Confessions of a homeschooler (tu kolejno: a/ układanie liczby gąsienic odpowiadającej liczbie motyli na karcie; b/ przypinanie takiej liczby spinaczy do motyla jaka widnieje na nim - korekta błędów była z tyłu motyla, nie widać jej na zdjęciu, nakleiłam tam odpowiednią liczbę kropek, tak by dziecko które nie znało liczby mogło tylko na nią spojrzeć a potem nałożyć na każdą kropkę spinacz i zobaczyć ile to jest - kropki  były naklejone parami, więc było widać również, która liczba jest parzysta a która nie...; c/ krótkiego instruktażu "jak narysować gąsienicę" w formie kolejnych etapów, które można było narysować "po śladzie" zmywalnym markerem. Dodatkowo z tyłu umieściłam zwykłe kartki i ołówek, by ten kto chce mógł samodzielnie, bez linii popróbować rysowanie gąsienicy;
2/ stronki Making Learning Fun (ostatnie zdjęcie) - tym razem po prostu gra memo:



Było trochę gotowców:



...i jeden pół-gotowiec, czyli ściągnięty z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie pomysł przedstawienia aparatów gębowych owadów za pomocą przedmiotów - nożyczki, rurka, gąbka, strzykawka plus szereg kartek-koszyków ze zdjęciami owadów i schowanymi w środku zdjęciami przedmiotó przedstawiających aparat gębowy tego owada. Na zdjęciu jest tylko jeden motyl (trochę ich było...) - trzeba było zgadnąć, jak się odżywia (rurka) i wyjąć ze środka kartkę, żeby sprawdzić, czy jest na niej również rurka (korekta błędów):



Było też kilka moich własnych prób zainteresowania dzieci tematem:




Motyl jest prawdziwy... nie kupowałam go specjalnie, miałam go gdzieś zachomikowanego... wiem, że to zwierzę, ale jakimś trafem do mnie trafiło, więc staram się z jednej strony go nie zniszczyć, szanować, z drugiej wykorzystać edukacyjnie... Do motyla dołączyłam lupę do obserwacji plus kartki i ołówek do szkicowania.




Zdjęcie do góry nogami, wybaczcie... :-P Tutaj wydrukowałam, wycięłam i zalaminowałam/wycięłam prawdziwe zdjęcia motyli o różnych skrzydłach do odrysowywania kształtów - chodzi o ćwiczenie ręki, ale chciałam żeby to się odbyło na czymś ciekawszym niż kółko i trójkąt...




Niestety, nie sfotografowałam tego w całości - komplet składał się z kartek ze zdjęciami motyli i białych gipsowych figurek motyli. Każda kartka przedstawia innego motyla, z jego gąsienicą, formą męską i żeńską w nagłówku (właściwie to tylko do pooglądania i utrwalenia, nie nauki rozróżniania, to było przygotowane dla przedszkolaków). Zadanie polegało na wzięciu karty z ulubionym motylem jako wzoru i próbie pomalowania na tej podstawie motyla gipsowego. Gdy zabrakło gipsu użyłam masy solnej (wycięłam kształt foremką do ciastek w kształcie motyla) - przy okazji, jeśli zależy komuś na czasie polecam wykorzystać mikrofalę: szybko suszy masę solną, choć delikatnie ją nadmuchuje :))




Tu zadanie polegało na złożeniu dwóch części motyla, odwróceniu i pooglądaniu jak wygląda jego gąsienica i motyl w całości. Tylko tyle :)) Myślę, że zestaw nadawałby się dla starszych dzieci - jeśli dobierałyby gąsienice i motyle, po czym odwracały sprawdzić, czy otrzymały prawą i lewą stronę tego samego motyla.




Była też praca plastyczna - gąsienica ze skarpet (dzięki tato!!! :*), gumek recepturek (tworzyły segmenty) i odrobiny ;) farby. Jak słusznie dzieci zauważyły, gdy tylko ją zobaczyły: "proszę pani, ale ona nic nie ma, ani czułków, ani nóg, ani rurki..." - jeśli ktoś myślał, że powyższe zadania były za trudne dla 4-5-latków, to w tym zdaniu dzieci zamieściły odpowiedź :D Dzieci były rewelacyjne na tych zajęciach, a tym bardziej kochane, że wybaczyły mi ubóstwo mojej gąsienicy i bardzo chętnie zrobiły swoje jej wersje :))


         Zadań było więcej, niestety nie utrwaliłam ich na zdjęciach (znowu...) więc tylko tyle mogłam tu przedstawić. Była też próba hodowli gąsienicy w specjalnym koszu, gąsienica niedźwiedziówka jadła chętnie, żyła chyba radośnie, dzieci przynosiły jej jedzonko, panie w przedszkolu dopieszczały nie mniej, ale niestety, chyba okokoniła się tylko do połowy (tak wygląda) i od trzech tygodni nic z tego kokona nie wychodzi... najprawdopodobniej więc zaliczyłam fiasko w tej kwestii... choć przykre jest to, że nie wiem, dlaczego i na co mam następnym razem uważać... Wolałabym nie przyczyniać się do uśmiercania tych zwierzątek, są wspaniałe:




Pocieszają mnie jedynie dzisiejsze słowa mojego męża: "przez ciebie nasz syn ciągle wypatruje różnych motyli na spacerze i jak mantrę powtarza bajkę o gąsienicy" - jeśli jeszcze choć jeden przedszkolny maluch też się zaraził, to suma summarum chyba nie wyszło tak źle :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz