poniedziałek, 21 lipca 2014

Do zobaczenia... w innym miejscu :)

Zdecydowałam się "przenieść" :>

Minął rok, odkąd nasze "montessori 4" zamieniło się w "montessori 5" i adres zaczął mi nieco uwierać... ;) Postanowiłam zatem coś wreszcie z tym zrobić, czyli iść z duchem czasu i przybrać formę nieco szerszą.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytali tego bloga, moje dotychczasowe posty, komentowali je... Wasze komentarze nie raz dały mi wiele do myślenia, za co jestem wdzięczna :)

Tego bloga pozostawiam otwartego - będę zaglądała co czas jakiś, czy nie pojawią się nowe uwagi, komentarze, jednak pozostanie on w takim stanie, w jakim jest teraz, bez poprawek, dodatków itp.

Zapraszam zatem na bloga Montessori w domu - jeszcze w zasadzie pustego, ale to dopiero początek drogi :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Dom i powrót do źródła

Dom a przedszkole to nie to samo - wielokrotnie miałam okazję się o tym przekonać, a los sprawił, że przekonuję się znów... ;)
Chodzi mi tym razem o materiały, sposób ich prezentacji i przyzwolenie dziecku na dowolność (?) pracy z nimi. Sama osobiście nie jestem zwolenniczką, a wręcz jestem przeciwniczką, kupowania materiałów Montessori do domu i dublowania dziecku czynności, które wykonuje w przedszkolu - przy założeniu, że chodzi do przedszkola montessoriańskiego. Bo, przyznacie sami, ile można... ;) Ale też kupuję materiał starając się uzupełniać te rzeczy, których w szkole nie ma, lub których w szkole z jakichś powodów moje dziecię nie rusza (powód - kumple na przykład...), a w domu i owszem.

Ciekawa dyskusja ostatnio zawiązała się na stronach fb "Montessori po polsku", które gorąco polecam - na jakiego rodzaju eksplorację pozwolić dziecku w pracy z materiałem a na co się nie zgodzić? Co zrobić, gdy dziecko z różowej wieży układa samochody, albo fortece? Co robić, gdy nie pracuje tak, jak "powinno"? Swoją drogą - chyba nie ma czegoś takiego jak "powinno" w tym kontekście...

W "Odkryciu dziecka" - "The Discovery of the Child" (o cechach pomocy otaczających dziecko) przeczytałam (to nie jest cytat, moje wolne na kolanie tłumaczenie ;> ):

"(...) 3. Aktywność. Kolejną cechą tego materiału rozwojowego jest to, że musi się on poddawać aktywności dziecka. Zdolność przyciągania dziecięcego zainteresowania nie zależy tak bardzo na jakości pomocy samej w sobie, ile na okazji do aktywności, jaką dostarcza dziecku.
To tak jakby powiedzieć, że nie wystarczy, by rzecz sama w sobie była interesująca, ale - jeżeli ma być interesująca dla dziecka - musi ona zachęcać je do aktywności. Mogą to być, na przykład, małe przedmioty, które będą przenoszone ze swoich miejsc przez dziecko. Wówczas dziecko zaczyna manipulować ręką bardziej niż przedmiotem. Dziecko jest zachwycone, gdy może coś stworzyć i coś zdekonstruować, umieścić i przemieścić rzeczy wielokrotnie oraz kontynuować ten proces przez dłuższy czas. Bardzo ładna zabawka, atrakcyjny obrazek, piękna historia, niewątpliwie mogą rozbudzić dziecięce zainteresowanie, jednak gdy może ono jedynie patrzeć na nie, słuchać lub dotykać, a nie może nimi poruszać, jego zainteresowanie będzie powierzchowne i będzie przeskakiwać z jednej rzeczy na drugą (...)".

Parę rzeczy przyszło mi do głowy. Zakładając, że nasza prezentacja materiału jest poprawna, nie trafimy do dziecka, gdy:

1. pomylimy się w ocenie fazy wrażliwości naszego dziecka; to, że zna i lubi cyferki, nie oznacza, że lubi liczyć. Może lubić i znać literki, ale to nie oznacza, że chce poznać je wszystkie i chce czytać.

2. nie trafimy w odpowiedni czas i miejsce z prezentacją. Dziecko może chcieć więcej zabaw na podwórku, może być rozkojarzone, może być otwarte na grę planszową bardziej niż układanie cylindrów...

3. jak w powyższym cytacie, nie trafimy w atrakcyjną dla dziecka aktywność. Pokazując mu np. czerwono-niebieskie belki do liczenia, nasza prezentacja może nie być dla dziecka atrakcyjna, tak zwyczajnie. Warto przed pokazaniem dziecku nowego materiału pomyśleć nad tym, co ono ma z tym robić i czy ta czynność jest dla niego ciekawa, tak po ludzku. Mamy różne charaktery, nie każdy lubi liczyć belki w pozycji horyzontalnej - ale może lubi w wertykalnej? Przyjrzyjmy się charakterowi naszego dziecka i zdecydujmy, co byłoby dla niego fajne. Prezentacja? Tak, to podstawa. Przyjrzyjmy się jednak, czy zademonstrować ją dziecku w takiej czy w innej formie. By czynność, jaką będzie wykonywało w pracy z nią była dla niego atrakcyjna.

4. Pamiętajmy o celu. Jeśli belki mają uczyć liczenia 1-10 i kojarzenia konkretu (belki) z abstraktem (cyfry) nie pokazujmy, że fajnie jest układać wieżę. Pomyślmy, jaka aktywność prowadząca do zapoznania dziecka z celem pomocy będzie dla niego atrakcją. Nie odbiegajmy od tego w imię "kreatywności". Wtedy schody nie będą jeździły, a będą się budowały.

5. Rzecz najważniejsza - tak mi się wydaje: to obserwacja spontanicznej aktywności dziecka była głównym przedmiotem zainteresowania Marii Montessori. To ta właśnie aktywność, a nie wyuczona, powtarzalna, była dla niej kluczem do wszystkiego. Nie jest zatem istotne tak bardzo co dzieci powtarzają z naszej prezentacji w pracy z materiałem, jak to, czego nie powtarzają i jak z nim pracują "kreatywnie". Temu warto się przyglądnąć bliżej :D

tak więc... wracam do źródełka ;)